RSS
 

Jak zrealizowałam perwersyjne marzenie

12 lut

Z okazji maratonu urodzinowo-imieninowego (życzenia spływają nadal, wczoraj zadzwoniła ciocia Męża, która tradycyjnie dzwoni kilka dni po i za każdym razem tłumaczy się uroczo; najlepsze tłumaczenie usłyszałam rok temu: „bo wiesz, my nie mamy w rodzinie żadnej Doroty, to ja nigdy nie wiem, kiedy te imieniny są…”) postanowiłam zaszaleć i spełnić swoje marzenie.

Absolutnie perwersyjne.

Niegodne matki i żony, a już matki wielodzietnej w ogóle.

I tak, zrobiłam to.

A co. Żyje się raz!

Kto mi zabroni?!

obcas

.

.

.

.

.

.

Poszłam spać o 19.30. HA!

Niestety Wojtek, który zasnął o 19.00, o 21.37 wstał radośnie wyspany i skończyło się rumakowanie.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii rodzina

 

Niedziela, niedziela była dla mnie!

07 lut

Wczoraj obchodziłam imieniny (tak, dziękuję bardzo, wszystkie dobre życzenia chętnie przyjmuję każdego dnia), a dziś świętowałam urodziny w gronie moich kochanych koleżanek.

Umówiłyśmy się o 15.00 w Mamma Mia na Karmelickiej, gdzie serwują pyszne dania kuchni włoskiej. Bardzo nam było dobrze i smacznie, dwie godziny przeleciały jak z bicza strzelił, tematy jak zwykle mnożyły się niczym króliki na wiosnę i jak zawsze został nam niedosyt, bo nie nagadałyśmy się wystarczająco. Najwyraźniej cierpimy na syndron tych babek, o których mój Tata opowiada swój nieśmiertelny dowcip: siedziały razem w celi 20 lat, wyszły na wolność i jeszcze dwie godziny stały pod bramą.

Wracałam do domu w ciepły, wiosenny, lutowy wieczór i gdy zajęłam miejsce w tramwaju, oczom moim ukazała się zachęta do oddawania krwi:

140litrow500
Aż mi ciarki przeleciały po kręgosłupie. Od razu pomyślałam o tysiącu szkół na tysiąclecie i innych cudownych hasłach minionego ustroju. Pomyślałam też, że prawdopodobnie w agencjach reklamowych pracują ludzie tak młodzi, że nie mają takich historycznych skojarzeń.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii życie codzienne

 

Refleksja dnia

05 lut

Czy w piekle jest odrębny krąg dla Matek, Których Dwuletnie Dzieci Obsługują Pilot do Telewizora Lepiej niż One Same?…

?

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii rodzina

 

Prezent urodzinowy od Piotrusia

02 lut

Stuprocentowa niespodzianka, wzruszenie milion!!! :-)

kubek2

kubek1
…oraz kwiaty prosto z giełdy kwiatowej od pozostałych chłopaków :-)

 roze1

tulipany

Skrupularny Michaś wyliczył, że wszystkich kwiatów jest 60.

- O, mama ma 60 lat!

Łyżka dziegciu w beczce miodu musi być ;-)

***

… a wieczorem Mąż zabrał mnie do teatru i na kolację. To były najlepsze urodziny, odkąd sięgam pamięcią :-)

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii życie codzienne

 

Wystawa „Moda w PRL”

01 lut

Całkiem przypadkowo trafiłam na wystawę „Modna i już. Moda w PRL” w Muzeum Narodowym w Krakowie. A weszłam tam tylko… na kawę.

Opowieść zaczyna się w latach 40. od opisu zaradności Polek, które były w stanie uszyć bluzeczkę z jedwabnej mapy albo wydziergać ją na drutach z linek spadochronowych. Zaraz przy wejściu są dwa eksponaty, od których rośnie gula w gardle. Patrzysz na taką zwyczajną sukienkę z dzianiny:

sukienka sybir
….i czytasz jej niezwyczajną historię: została własnoręcznie wydziergana w latach 40. i razem z właścicielką, żoną oficera, trafiła na Syberię, gdzie była systematycznie podpruwana od dołu, stanowiąc cenne źródło nici do cerowania. Po wojnie wróciła do Polski w bagażu repatriantki. W rodzinie nosiło się ją jeszcze w latach 60. i 70.

Albo apaszki. Takie zwykłe apaszki, każda z nas widziała ich mnóstwo w szafach mam, babć, i cioć:

apaszki

Nawet bym ich nie zapamiętała, gdyby nie podpis: „Jedwabne apaszki, wyprodukowane w warszawskim getcie, 1940-1943″. Coś ścisnęło mnie za gardło…

Później jest już barwniej i weselej. Dowiaduję się np., że moje ulubione sukienki w łączkę noszono w powojennej Polsce na przekór szarzyźnie ruin, wierząc, że wszystko dokoła jeszcze wypięknieje.

powojenne
Sukienki Diora w stylu „New Look” do powojennej Polski trafiały albo za pośrednictwem rodziny ze Stanów, albo były szyte przez zręczne krawcowe z tkanin również przysyłanych przez zagranicznych krewnych. Cudowne są, planuję uszyć sobie taką na wiosnę:

newlook
A potem, nagle i niespodziewanie, oglądane eksponaty przestały być tylko historią – stały się… moimi wspomnieniami z dzieciństwa. „Wykroje i wzory”, jedno z ulubionych czasopism Mamy, która szyła nam różne śliczne sukienki, a wykroje kolekcjonowała namiętnie:

wykrojeiwzory
Siatki z plastikowych żyłek – kto pamięta? Były bardzo rozciągliwe, u Babci w Haczowie kupowało się okrągłe bochny chleba i taki bochen mieścił się w niej spokojnie.

siatka
Moda Polska. Pamiętam sklep przy ul. Krakowskiej, głównej ulicy Tarnowa, z manekinami odzianymi w  jakieś przedziwne ciuchy, które nosiła chyba tylko mama Darka w serialu „Siedem życzeń”. Pojęcia nie miałam, że to polskie haute couture.

moda polska2
moda polska1

Można też zobaczyć fragmenty filmów z pokazów i zapowiedzi nowych kolekcji. Niezapomniane wrażenia :-)

moda polska
Pamiętacie te sandały? W życiu nie przypuszczałabym, że po pierwsze, to polska produkcja z legendarnego Hofflandu, a po drugie – że kiedyś trafią do muzeum. Pamiętam, że miały nieduże otwory pod podeszwą i trudno było wydłubać z nich to, w co się wlazło. Z całą mocą zaatakowało mnie wspomnienie, jak w upalny dzień to siedzę u Ciotek na kamiennych schodach werandy i zapałką pracowicie wydłubuję śmierdzące grudki…

sandaly1
Jestem zachwycona tą wystawą i polecam Wam gorąco odwiedzenie jej. A tu zaproszenie na wystawę w formie animowanego kolażu.

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii rodzina, życie codzienne

 

Rodzinne wyjście na basen

29 sty

Wczoraj wybraliśmy się pochlapać w pełnym składzie. Tu dygresja: kiedy w czasach studenckim (mozolnie i bezowocnie) uczyłam się pływać na „Wiśle”, trener z czarną bródką uparcie powtarzał, że basen to jest w szpitalu, a tutaj jesteśmy na pływalni.

A zatem poszliśmy na basen w pięcioro. Wojtuś był pierwszy raz. Kiedy posadziłam go na ławce w szatni, siedział bez ruchu, prawie nie oddychając. Wystraszył się prysznica, ale kiedy już dotarliśmy do brodzika, jego zachwyt nie miał końca. Miałam nadzieję, że tak będzie, bo w wannie kładzie się całkiem na dnie, ledwo twarz mu wystaje, nie ma żadnego problemu z zanurzaniem uszu.

W ogóle nie chciał wychodzić z wody. Najpierw leżał na rękach u taty, a później, kiedy chciał dotrzeć w interesujące go miejsce, podtrzymywany za brzuszek, rytmicznie poruszał rękami i nogami. Nie mogłam się napatrzeć, jak naturalnie przychodziły mu te ruchy, które ja ćwiczyłam mozolnie dopiero jako dorosła osoba.

Kilka razy napił się wody, przez chwilę prychał wystraszony, ale nie minęły dwie minuty, jak znowu śmiał się i chlapał radośnie. Zjechał raz z tatą na zjeżdżalni, to była frajda!

kolnaZdjęcie ze strony kolna.pl. Tu byliśmy. Teraz leżaki mają bardziej komfortowe.

Siedziałam na leżaku i liczyłam do dwóch. Pogratulowałam sobie pomysłu, żeby Piotruś i Michaś mieli identyczne czepki i okularki, dzięki nim byli łatwo zauważalni w tłumie innych dzieci. Bo dzieci było sporo, oprócz kilku rodzin była grupa dwudziestoosobowa pod opieką dwóch pań o donośnych głosach. Jedna z nich miała perfekcyjny wodoodporny makijaż.

- I wychodzimy, dziewczynki, proszę bardzo, wychodzimy! – ryknęła pani w makijażu zdartym altem, zdradzającym lata pedagogicznego doświadczenia.
- …siedemnaście, osiemnaście, dziewiętnaście, dwadzieścia! – druga pani, o podobnych warunkach głosowych, liczyła wychodzących na brzeg.

Nasze starszaki bawiły się super, patrzyłam na nich z przyjemnością, bo dość rzadko bawią się we dwóch tak radośnie i zgodnie.

Sama nie cierpię pływalni, nie umiem pływać, zawsze mi tu zimno i nieprzyjemnie. Największy problem stanowi temperatura, bo lubię (w miarę) baseny termalne. Na zwykłej pływalni akceptowalne celsjusze są dla mnie tylko w jacuzzi, ale znowu jak widzę tę bulgoczącą wodę i tkwiących w niej obcych ludzi, czuję się, jakbym patrzyła na kocioł piekielny. Brrrr. Najchętniej wcale bym nie szła, zresztą Mąż się odgrażał, że poradzi sobie z trójką śpiewająco, jednak na wszelki wypadek postanowiłam im towarzyszyć. Po fakcie przyznał, że samemu byłoby ciężko.

Wieczorem wszyscy chłopcy, wykończeni wodnym szaleństwem, wpadli z impetem w objęcia Morfeusza. A na mnie zemściło się własne oczytanie: jakiś czas temu przeczytałam bowiem artykuł o utonięciach na sucho. Rzecz polega na tym, że w dzień pływasz, zachłyśniesz się wodą, otrzepiesz i wszystko jest ok, a kiedy wieczorem położysz się spać, to już rano nie wstajesz. Zdaje się, że dotyczy to szczególnie dzieci, nawet nie chcę sprawdzać u źródła, brrrr. W każdym razie zamiast spać, cały czas sprawdzałam, czy Wojtek oddycha.

Toteż mam nadzieję, że w weekend uda mi się nieco odespać zaległości.

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii rodzina

 

I znowu pełna chata

27 sty

Skończyły się wczasy, atłasy i plaże. W niedzielę zjechali wszyscy: dzieci z zimowiska, Mąż z delegacji. I znowu mamy pełną chatę. Znowu się kłócą, biją, rozrzucają wszystko wszędzie, znowu potykam się o stosy butów. Sama jestem zaskoczona, ale – lubię to :-)

Pod koniec tygodnia miłość macierzyńska aż ze mnie kipiała, w piątek tęsknota osiągnęła apogeum. Kiedy o 15.00 zadzwonił Michaś, żebym mu zaraz podrzuciła garnitur, bo wieczorem się żeni, rozczuliłam się okrutnie, że on tak daleko, a ja nawet narzeczonej nie poznałam… Tzn. już ja mu nakopię, narzeczonej mamusi nie przedstawił, ale z gajerem to mam lecieć!!!…

Błogo, cicho i smutno było bez nich. Wojtek na okrągło prosił o pokazywanie mu zdjęć i filmów z chłopakami, a ja co rusz doceniałam, jak fajnie jest, gdy są. Nie było kogo do roboty gonić, nie było komu siatek z zakupami wnosić na trzecie piętro, nie mogłam rzucić swobodnie „to ja idę zająć się obiadem, a ty robaczku pobaw się z Wojtusiem”… Jednak z trójką dzieci jest łatwiej niż z jednym.

Z tego wszystkiego w niedzielę zaszalałam: ugotowałam im gar rosołu pierwszego sortu, a drugie danie każdy dostał takie, jakie lubi, z dwiema surówkami i deserem. Z wyraźnym zaznaczeniem, że takie wypasy tylko jednorazowo, żeby sobie nie wyobrażali, że jakieś nowe standardy wchodzą.

Z obozu dzieci wróciły dość domyte i bardzo zadowolone. Piotruś przywiózł całą kasę, którą mu dałam, wydał tylko swoje 9 zł. Michałowi z 50 zł zostało 3. Za to Piotrek zużył wszystkie ubrania, a Michał jedną trzecią przywiózł w stanie nietkniętym.

- Piotrek oszczędzał pieniądze, Misiek ciuchy – podsumował Mąż.

Dzięki telewizorom w pokojach zapoznali się dogłębnie ze wszystkimi niedostępnymi dla nich w domu rodzinnym produkcjami telewizyjnymi: „Rodzinka.pl”, „Sędzia Wesołowska”, „Szpital” i „Świat według Kiepskich”. Ile radości, doprawdy. Będą mieli co wspominać przez długie miesiące. Następny wyjazd z harcerzami szykuje się latem, pod namioty, w las, zero telewizji i drewniana latryna. Jak to przeżyje Piotrek-higienista, to nie wiem. Ale jakoś przeżyje.

Tymczasem idę obmyślać plan żywienia gromadki na drugi tydzień ferii.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii rodzina

 
 

  • RSS