RSS
 

Zabawki – jedenasta plaga egipska

31 lip

Zdaniem rodziców dzieci mają ich za dużo i bawią się nimi za krótko. Zdaniem dzieci wszystkie są stare i nudne, a godne uwagi są tylko te, których nie mają.

Polecam Państwa uwadze mój artykuł o zabawkach.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii rodzina

 

Jak skutecznie zniechęcić do jedzenia czekoladek

30 lip

Zgodnie ze swoim zwyczajem Ciocia Dziunia podzieliła się z nami czekoladkami, które dostała. Jedne były z alkoholem, drugie nie.

Te bez alkoholu były podpisane „Dla dzieci” i zniknęły, nim ktokolwiek doczytał podpis. Te drugie, z advocatem, zostały opatrzone taką karteczką jak na zdjęciu. I leżą takie opuszczone już kolejny dzień, nikt w domu ich nawet kijem nie tyka.

czekoladki

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii rodzina

 

Pierwsze słowo twojego dziecka

29 lip

Na jakim etapie jesteście jako rodzice? Notujecie skrupulatnie każde nowe słowo, które wychodzi z ust potomka, czy błagacie o chwilę niemówienia?

Zapraszam do lektury mojego tekstu w Onecie.

Ps. Dzięki naszej strategii rozwoju rodziny mam jedno i drugie w tym samym czasie. W związku z tym czuję się nieco schizofrenicznie :-)

 
Komentarze (14)

Napisane w kategorii rodzina

 

O moim najmłodszym siostrzeńcu i o kangurowaniu po tarnowsku

25 lip

22 lipca Wojtuś stracił status najmłodszego w rodzinie po kądzieli. Moja najmłodsza siostra Małgosia urodziła Kubusia (fanfary! owacje! gratulacje!).

Kubuś napędził nam wszystkim niezłego stracha, bo wybrał się na ten najlepszy ze światów 6 tygodni przed terminem. Szczęśliwie wszystko jest dobrze, chłopczyk jest malutki ale zdrowy. Genów nie wydłubiesz: ten sam numer zrobił jego tatuś trzydzieści trzy lata temu. Wyrósł na dorodnego młodzieńca, więc i Kubuś nadrobi.

Obecnie Małgosia dochodzi do siebie po cesarce. Z opieki i warunków jest zadowolona. Personel życzliwy, przemiła doradczyni laktacyjna jest na oddziale co drugi dzień. Tarnowski szpital wygląda jak prywatna klinika: odpicowany, oferuje pacjentkom dwuosobowe pokoje z łazienkami i łóżkami na pilota (moje niespełnione marzenie po każdym porodzie!).

Kubuś, jak to wcześniak, leży w inkubatorze. Pod wpływem moich delikatnych nacisków oraz lektury podsuwanych jej artykułów Małgosia poprosiła o możliwość kangurowania synka. Już po dwóch dniach (!!!) dostała na to zgodę. Mąż zawiózł ją na wózku do sali z noworodkami, położna wyjęła Kubusia z akwarium, odpięła mu wszystkie kable i kabelki, ubrała, owinęła w rożek, związała i podała młodej mamie, zalecając przystawienie do piersi.

Małgosia przystawiła. Synuś akurat spał, więc raczej obwąchał i polizał, niż possał. Porozczulali się przez chwilę i w końcu Małgosia zapytała:

- A kiedy będę mogła go pokangurować?
- No właśnie pani kanguruje! – odparła zdziwiona położna.

Tak właśnie wygląda kangurowanie po tarnowsku. Nie wiem, czy śmiać się, czy płakać.

 
Komentarze (21)

Napisane w kategorii rodzina

 

Czasami pozory mylą, a czasami nie

23 lip

W mojej rodzinnej parafii trwa peregrynacja obrazu „Jezu ufam Tobie” oraz relikwii świętych siostry Faustyny i Jana Pawła II. W wielu oknach okolicznościowe dekoracje: przyklejony do szyby plakat lub wystawiony w oknie święty obrazek, obok wazon ze sztucznymi kwiatkami oraz chorągiewki papieskie i maryjne wbite do doniczki.

Przy ulicy, która sąsiaduje z placem targowym, jest jedno bardzo zaniedbanie obejście. Jego właściciel, pan Z. słynie w okolicy z nadużywania trunków wyskokowych. Onegdaj po obejściu kręciło się wiele psów, które wystawały przy ogrodzeniu z minami zbolałymi, budząc powszechną litość, tym powszechniejszą, że jak wieść gminna niosła, kończyły jako psi smalec.

Po panu Z. nie spodziewałabym się dekoracji z okazji nawiedzenia obrazu, a tu szok. Idę w poniedziałek, patrzę i już z daleka widzę, że na jego podwórku, blisko bramy, stoi stół nakryty białym obrusem, a na stole obrazek i sztuczne kwiatki w wazonie.

No patrz, myślę sobie wzruszona, a ktoś powiedziałby, że jak pijak to bezbożnik. A tu takie piękne świadectwo wiary i radości z nadchodzącej peregrynacji!…

Podchodzę bliżej, patrzę i przez chwilę nie rozumiem, co widzę.

To, co wzięłam za święty obrazek to płaski monitor. Obok monitora wazon, a dalej szafka łazienkowa i kilka pojedynczych filiżanek. To nie dekoracja, a stoisko handlowe. Wszak poniedziałek to w Wojniczu dzień targowy.

U Dziadków Michaś ma do dyspozycji tylko kilka klocków Lego i co rusz buduje z nich coś nowego. Kolejny dowód na to, że wielość zabawek zabija kreatywność. A to jego dzisiejsza konstrukcja. Czy ktoś czuje się na siłach zgadnąć, kogo przedstawia?

michlego

 
Komentarze (29)

Napisane w kategorii życie codzienne

 

Piotruś ma dziewięć lat

21 lip

Dziewięć lat temu, w upalny lipcowy wieczór, moje życie zmieniło się raz na zawsze. Kiedy położna pokazała mi go zawiniętego w rożek, spojrzałam w szeroko otwarte oczy i napotkałam poważny wzrok maleńkiego człowieka. Aż mnie ciarki przeszły.

Na pierwsze badanie USG leciałam jak na skrzydłach, pijana szczęściem. Dwie kreski, dziecko, będziemy mieli dziecko!… Mąż był w Jemenie, ale będzie miał niespodziankę!… Tymczasem lekarka nie dała szans tej ciąży, bo oprócz dziecka w macicy był krwiak. „To nam posiąpi, poleci”, powtarzała. Przepisała tabletki i zastrzyki, ale ani przez chwilę nie wierzyła, że pomogą. Wracałam jak na ścięcie, łzy lały mi się po twarzy, był paskudny listopadowy wieczór piątkowy, z chmur leciał mokry śnieg, bolał mnie brzuch, nie chciała po mnie przyjechać żadna taksówka. Dowlokłam się do apteki, wykupiłam receptę, zadzwoniłam do przychodni, żeby umówić się z pielęgniarką. Nie miała ochoty przyjechać do mnie następnego dnia, w sobotę, ale rozpłakałam się do telefonu, że w ciąży, że sama, że to zastrzyki na podtrzymanie… Westchnęła i zgodziła się przyjechać.

Pamiętam, jak leżałam plackiem na kanapie, czułam się tak bardzo samotna (Mąż daleko, a chciałam mu powiedzieć osobiście, chciałam mu powiedzieć pierwszemu, więc nie zadzwonię do Mamy…) i prosiłam: dziecko, zostań, obiecuję, że będziesz z nami szczęśliwe.

I zostało :-)

Dziwięcioletni Piotruś jest znacznie dłuższy i bardziej kościsty niż tamtego pamiętnego wieczoru. Jest poważnym chłopcem, choć w towarzystwie popisuje się i wygłupia. Uważnie obserwuje świat i ma dziesiątki przemyśleń na minutę. Nadal fascynują go urządzenia elektryczne, ilekroć wyjeżdża z domu, choćby na weekend, zawsze zabiera ze sobą przedłużacz.

Lubi czytać, rysować, słuchać muzyki. Współczesne technologie nie mają dla niego tajemnic. Wziął w posiadanie mój stary telefon i używa funkcji, o istnieniu których nie miałam nawet pojęcia.

Jego najnowsze hobby to blogowanie. Bardzo przejął się tym, że powinien pisać często i regularnie publikuje kolejne notki. Niecierpliwie wyczekuje każdego komentarza.

Dziwięć lat temu wyglądał tak:

piotrus
a dziś tak (krawat wybrał osobiście):

piotrus

Kochany Syneczku, jesteś naszą dumą i radością :-)

 
Komentarze (32)

Napisane w kategorii rodzina

 

Wojtuś ma pół roku

16 lip

Będąc młodą blogerką, do pisania każdej notki przystępowałam z namaszczeniem: parzyłam kawę lub herbatę, stawiałam w zasięgu ręki talerzyk z przekąskami i oddawałam się przelewaniu myśli na dysk a następnie cyzelowaniu fraz. Teraz sytuacja wygląda tak: starsze dzieci bawią się u mojej kochanej siostry Agnieszki, najmłodsze wysłałam na spacer z moim nieocenionym w tej materii Tatą, złapałam w zęby kawałek czekolady i poleciałam pisać notkę. Bo nigdy nie wiadomo, ile mam na to czasu.

Jutro mija pół roku, odkąd Wojtuś ogląda świat z tej strony brzucha. Rok temu w tym samym pokoju na tym samym łóżku ledwo kiełkował w moim brzuchu, przechodząc od fasolki w bardziej zaawansowane stadium larwalne, a dziś macha nogami, śmieje się w głos, przekręca na brzuch i próbuje siadać. Rozwój człowieka jest i będzie dla mnie niepojętym cudem.

Rację ma Joanna, która zauważyła, że starsi bracia byli bardziej medialni. Tak było. Niemalże każdy kolejny miesiąc ich życia honorowałam notką podsumowującą. Teraz mi się nie chce. Wolę patrzeć i obserwować zmiany, które zachodzą w Wojcieczku, niż o nich pisać. Ale do tej notki sposobię się już od jakiegoś czasu, żeby mi za kilka lat dziecko nie wytykało, że takie nieopisane ;-)

Jest bardzo spokojnym dzieckiem. Dziwi mnie to niezmiernie, bo będąc w ciąży wrzeszczałam na chłopców, aż wibrowało, miałam takie napady szału, jak chyba tylko w ciąży miewam. Tymczasem Wojtuś może robić za wzorzec zen i kwiatu lotosu na tafli jeziora. Lubi, kiedy wokół są ludzie i coś się dzieje, obserwuje wówczas bacznie otoczenie i nie wymaga żadnego specjalnego zabawiania. Wieczorami włącza mu się tryb „jestem zmęczony i proszę mnie nosić, inaczej będę wył”, chyba że utnie sobie krótką drzemkę przed wieczorem, wówczas do późnych godzin nocnych bryluje w towarzystwie, rozdając rozkoszne uśmiechy.

Nie ma jeszcze stałego rytmu i nie jestem pewna, czy będzie miał. Przy Piotrusiu i Michasiu obsesyjnie pilnowałam rozkładu dnia. Z zegarkiem w ręku gnałam na poranny spacer, punktualnie o 12.00 kładłam do łóżeczka na drzemkę i reszta dziennych rytruałów też odbywała się o tych samych godzinach. Dobrze mi to robiło, bo wiedziałam, kiedy np. będę miała chwilę dla siebie. Teraz dobrze mi robi kompletna swoboda i olewanie grafiku. Widzę, że chce spać, to się z nim kładę. Raz jest to 10.00, raz 13.00. Nie latam też histerycznie na spacery, w roku szkolnym wychodziłam z wózkiem po chłopców, w wakacje odbywałam rundkę dopiero późnym popołudniem, najczęściej w jakimś konkretnym celu (np. do sklepu). Teraz u Rodziców zabieram chłopców na rowery i przy okazji spaceruję z Wojtkiem. Warunki spacerowe są tutaj cudowne, lepszych nie będzie: nie dość, że polne drogi są wyasfaltowane, sporadycznie przejeżdża nimi jakiś samochód, to jeszcze w budowie jest obwodnica Wojnicza. Późnym popołudniem nie ma na niej żadnego sprzętu budowlanego, a jest kawał wspaniałego, szerokiego asfaltu, więc korzystamy ile wlezie. Rewelacja!

W nocy Wojtuś budzi się różnie, raz albo kilka razy, trudno powiedzieć. Kiedy zgłodnieje, budzi mnie lekkim poklepywaniem po ręce albo po biuście. Na pewno jedno karmienie wypada ok. północy, wiem, bo często jeszcze wtedy nie śpię i syrena odrywa mnie od komputera. Oczywiście zje i zasypia, nie wpadł jeszcze nie pomysł prowadzenia nocnego życia.

Mówi: baba, tata, e-de, aguuu.

Przy okazji ostatniego szczepienia przeczytałam w przychodni na plakacie, co też Wojtuś powinien umieć w tym wieku. Na co dzień kompletnie nie zaprzątam sobie tym głowy. Nie porównuję z Michasiem i Piotrusiem, choć wydaje mi się, że żaden nie był szczególnie zrywny. Obecnie Wojtuś sporadycznie siada (te cudownie proste plecki! Jaka szkoda, że z wiekiem to zanika), ma za sobą pierwsze przewroty (z pleców na brzuch), a położony na brzuchu (nie przepada) wysoko trzyma głowę i szeroko otwiera oczy oraz układa się do pełzania (ruchy naprzemienne rąk i nóg). Ponadto chwyta podawany mu przedmiot dwoma rękami, wodzi oczami za przedmiotami zmieniającymi miejsce i jest na etapie wyrywana nosów, włosów oraz ściagania okularów. Ślini się straszliwie i pcha do buzi co popadnie, pewnie wyjdą mu pierwsze zęby. Choć osobiście nie tęsknię – kiedy ściśnie szczękami rekina mój sutek, widzę wszystkie gwiazdy, nie chcę myśleć co zobaczę, gdy wbije weń ostry, świeżo wykluty ząbek.

Auuć.

Uwielbia starszych braci, wpatruje się w nich jak w obrazek. Ubóstwia się kąpać, to rytuał jego i tatusia. Zamykają się w łazience ze dwóch (czasem we trzech, gdy Michaś chce asystować) i słyszę tylko pluskanie wody i głośny śmiech Wojcieszka i taty. Kiedy pod nieobecność Męża kąpię go ja, patrzy nieco podejrzliwie.

Te pół roku z Wojtusiem przeleciało jak z bicza strzelił i tylko patrzeć, jak wąs mu się sypnie i pójdzie do przedszkola. A potem zacznie pyskować. A może nawet wcześniej, wszak dzieci dojrzewają coraz szybciej.

Wszystkiego najlepszego, kochany Syneczku! :-)

dorkaiwojtus1

fot. Karolina Piękoś :-)

 
Komentarze (19)

Napisane w kategorii rodzina

 
 

  • RSS

Polecamy

Nie masz jeszcze bloga? Załóż bloga

Polecamy