Wszystkiego najlepszego, kochane Mamy!
Ps. Z okazji Dnia Matki
wywiad ze mną w Interii i komentarz na temat MbL
na stronach Instytutu Obywatelskiego. Zapraszam do lektury :-)
Tagi: chuda w sieci
2012-05-26 08:36:14
skomentuj (2)
Wstyd mi trochę, bo wiem, że zaglądacie tu wypatrując nowej notki, a ja Wam ogłoszeniem po oczach, ale rzeczy jest pilna:
Serdecznie zapraszam
na spotkanie autorskie w Krakowie - 26 maja o godz. 10.00 w kawiarni dla dzieci i rodziców Sztamka, ul. Prof Bartla 20. Zapraszam z dziećmi,
w Sztamce jest fajna sala zabaw z jedynymi w Krakowie bOblesami, dużymi klockami, z których można zbudować prawie wszystko. Będą ciasteczka Dwóch Chochelek oraz możliwość kupienia książki z autografem, porozmawiamy o macierzyństwie i opowiem Wam, w jaki sposób książka rujnuje mi życie na każdym kroku :-)
Zapraszam serdecznie!
2012-05-21 00:08:54
skomentuj (13)
Witajcie Kochani Czytelnicy! Bardzo za Wami tęskniłam, aczkolwiek bez Interneru czułam się cudownie wolna, wręcz wyzwolona. Jak bez stanika! Wróciliśmy wczoraj o drugiej nad ranem, teraz już tylko zrobię te piętnaście prań, odgruzuję chatę, poddam się renowacji, rehabilitacji, odnowie biologicznej i leczeniu psychiatrycznego po trzech tygodniach spędzonych z kochanymi bączkami w trybie 24/7 - i najdalej w poniedziałek wrócę do Was i wszystko opowiem. Tymczasem lecę, bo Piotruś marzy o domowym rosołku, a wiatr przewrrócił mi już trzeci raz suszarkę z praniem na balkonie. Gdzie ja to wszystko wysuszę?! Aaaaaa!!!!
2012-05-18 12:48:33
skomentuj (12)
Od dłuższego czasu miałam taką potrzebę i pojawiła się okazja, by ją zrealizować: Zaczynam trzytygodniowy odwyk od komputera i Internetu. Odpinam się od Sieci. Myślicie, że to będzie jak odpięcie życiodajnej kroplówki? Umrę od razu, albo ręce mi się będą trzęsły i rozgorączkowanym wzrokiem będę łowić napisy HOT SPOT i ślinić się na widok cudzych rąk na cudzej klawiaturze? A może mi się spodoba i zapragnę zająć się hodowlą kóz w Bieszczadach? Sama jestem ciekawa, jak to się skończy :-)
2012-04-25 09:10:07
skomentuj (32)
Szukam legitymacji szkolnej Piotrusia. Pamiętam, że wzruszyłam się do łez, kiedy przyniósł ją ze szkoły, bo
dopiero co leżał taki malutki, słodki i bezbronny w śpioszkach w kurki i kaczuszki, a tu z legitymacją szkolną mi przychodzi, wąs się sypnie lada dzień, OMG!... i schowałam, żeby nie zginęła. Bardzo dobrze schowałam.
Od południa znalazłam już zaginione na amen skierowanie Michała na rentgen stóp wystawione rok temu przez profesora Napiontka oraz odkryłam, że w czerwcu kończy się ważność mojego paszportu. Znalazłam zaginiony bezpowrotnie metr krawiecki, o zgubienie którego posądziłam wszystkich moich chłopców, każdego po kolei odsądzając od czci i wiary. Był naprawdę dobrze schowany, ale legitymację schowałam jeszcze lepiej.
Tagi: dzieci,
codzienność,
piotruś
2012-04-16 21:45:18
skomentuj (16)
W przedszkolu Michasia ogłoszono konkurs recytatorski pod wezwaniem Marii Konopnickiej. Przygotowaliśmy dwuzwrotkowe „Niezapominajki”, bo dziecko małe, co go będę narażać na stres i uczyć wielu zwrotek. W tym czasie chłopcy namiętnie słuchali wierszy Brzechwy na CD w świetnej interpretacji Fronczewskiego i Michał chodził po domu, bez zająknienia recytując w kółko wierszyk o swoim imienniku, którego los pokarał siedmiomilowymi butami. Nie ma to jak realnie ocenić możliwości dziecka.
- Jak on wygra, to będę zazdrosny – nadął się Piotruś.
- Dlaczego?!
- Bo on będzie miał kapkę więcej zabawek niż ja.
- Nie zazdrość mu na zapas, może Michaś wygra jajko niespodziankę.
- A może wygram skuter? - rozmarzył się Michał – prawdziwy?...
Dwa tygodnie później odbył się konkurs. Michaś zajął pierwsze miejsce w kategorii dzieci trzy-czteroletnich. Obdzwoniliśmy całą rodzinę i znajomych królika z radosną nowiną. Michaś w telefonicznych relacjach skupiał się na nagrodach:
- Soczek – wypiłem, gumę – zjadłem, dyplom i książkę – mam.
Tagi: dzieci,
przedszkole,
piotruś,
michaś
2012-04-16 09:19:22
skomentuj (8)
Zdarzyło mi się już kilkakrotnie błogosławić akcję „Mleko w szkole”. Piotruś przeważnie nie wypija swojej porcji i znosi do domu poręczne kartoniki z rurką. Gdy na kuchennym blacie paruje filiżanka kawy, otwieram lodówkę i sięgam po mleko, a moja ręka trafia w pustkę i uświadamiam sobie, że aaaaaaa!!! zapomniałam kupić... Wtedy kartonik z dolnej szafki ratuje moje życie i moją kawę.
Co u Państwa słychać po świętach? Moje uszy pieści szum wiernej pralki, to już ostatnie poświąteczne pranie, uff. Teraz już tylko wyprasować hałdę odzienia i można prać od nowa. Dziś wieczorem planuję seans filmowy („Ojciec Mateusz”, „Magia kłamstwa”, „Rewers” - widziałam w kinie, ale z przyjemnością popatrzę jeszcze raz na Dorocińskiego ze złotym zębem i genialny tercet żeński: Buzek, Janda, Polony), więc powinnam rozprawić się z górą prasowania do północy.
Z przedświątecznych nowinek i niecodziennych dokonań, to muszę się Wam pochwalić, że udało mi się umyć wszystkie okna i upiec
doskonały pasztet (choć wkładając foremki do pieca odkryłam, że obrana główna czosnku nadal leży w miseczce w formie zgrabnych ząbków, miast przeciśnięta przez praskę wzbogacać smak i aromat mięsnej masy). Ponadto wyprałam wszystkie firanki, wszystkie kurtki zimowe i kluczyki do samochodu. Pstryczek przy kluczykach, o dziwo, działa. Bardzo porządna robota.
W Wielką Sobotę zdążyliśmy dojechać do Rodziców na ostatnie święcenie, wyrwałam z bagażnika koszyczki, wsadziłam do każdego niewyprasowaną serwetkę i baranka i popędziliśmy do kościoła. Szczęśliwie moja Mama dorzuciła dzieciom czekoladowe jajka, prawdziwe pisanki i babeczki, bo przyszłoby im chyba obgryzać cukrowe baranki, jak to czyniłam za PRL. Pamiętam, że najpierw zjadało się cukrowe kurczaczki, mamlając i zasysając w celu zmiękczenia, a potem z chrzęstem cukru odgryzając im głowy.
Mniam.
Po południu poszliśmy na rodzinny spacer do miejscowego parku, który lata świetności już dawno ma za sobą. Są mgliste perspektywy przywrócenia mu blasku i powabu, ale to pieśń przyszłości. W parku stoi zrujnowany pałacyk, w którym niegdyś mieściło się moje przedszkole.
- Ale miałaś duże przedszkole! - zawołał Piotruś.
- Predszkole było tylko na parterze, na górze był internat męski.
- Hot spot? - rzucił nonszalancko nasz pierworodny. Nie załapałam w pierwszej chwili, zaczęłam tłumaczyć, że jaki hot spot, wtedy nikt nie słyszał o internecie...
- No to dlaczego mówisz, że był internet?
Aaaaaa!...
Zaglądaliśmy przez wybite okna do środka.
- Tu była szatnia... Tu nasza sala... - opowiadałam chłopakom - A tutaj była stołówka, gdzie karmili nas paskudstwami – aż się wzdrygnęłam na wspomnienie – zacierki na przypalonym mleku i płynny kisiel. Błeeee.
Piotruś aż zatoczył się ze śmiechu. Piękny to czas, kiedy wystarczy się wykrzywić i już dziecko jest zachwycone.
- A ty co ohydnego jadłeś w swoim przedszkolu?
- Mleko z kożuchami!
- Błeee!
- Błeeeee!
Daliśmy sobie spokój, bo Mąż patrzył na nas dziwnie.
Jedną z atrakcji lokalnego parku jest muszla koncertowa. Doszliśmy do niej wlokąc za sobą wielkie i brudne gałęzie (takich patyków jeszcze nie wlekli!), mocząc je w każdej napotkanej kałuży. Przy muszli spotkaliśmy dwóch chłopców, obok których leżały na murku papierosy. Piotruś, wróg palenia, natychmiast je zauważył.
- Wiecie, że od papierosów się umiera? - zapytał ponuro – A jak rzucicie palenie, to jeszcze długo pożyjecie i czekają was różne atrakcje.
Chłopcy podziękowali uprzejmie za napomnienie i obiecali je sobie przemyśleć.
Ponadto na muszli stało się to, co musiało się stać, co przewidywałam ponuro już od jakiegoś czasu i nastawiałam się na to psychicznie. Jednak, jak się okazało, nie byłam całkiem gotowa: Piotruś w końcu zainteresował się napisami na murach. Co gorsza, zainteresował również młodszego brata.
- Ku...tas – przeczytał Michaś obojętnie.
- Chuj ci w dupę – doczytał Piotruś z odcieniem zainteresowania z powodu dupy.
- Tu! Tu! Zawilce kwitną! Patrzcie! - wrzasnęłam histerycznie, by uprzedzić pytanie o podmiot.
Chłopcy na murku poruszyli się niespokojnie.
- Może niech oni lepiej tego nie czytają? - zaproponowali wyraźnie zmieszani.
Pewnie, że lepiej, ale co mam zrobić? Latać po mieście z wiadrem farby? Wracając do domu omówiliśmy sprawę napisów na murach, wyjaśniłam, że zostawiają je chuligani i nie powinniśmy ich czytać na głos, bo są bardzo brzydkie. Przez jakiś czas może będzie spokój, ale tylko czekam, kiedy sobie przypomną o podmiocie. Na bank będzie to w jakimś zacnym gronie. Już słyszę ten jasny głosik Piotrusia, już widzę te zamarłe oblicza, powleczone czystą zgrozą...
Tymczasem serdecznie Państwa pozdrawiam i życzę wiele słońca w sercu i na niebie. Polecam moją świeżutką
recenzję „Nowych przygód Bolka i Lolka” i lecę szykować czekoladowy obiad z okazji dnia czekolady (kurczak z bananem i czekoladą z chilli, jak będzie smaczny, to przepis wrzucę na Chochelki).
Przed chwilą, zapisując tę notkę na kompie, zauważyłam, że notki
wrzucam cały czas do folderu „blog 2011”. Czy jest jeszcze ktoś, kto
przeoczył, że od czterech miesięcy mamy nowy rok?
Tagi: dialogi,
wielkanoc,
piotruś,
michaś
2012-04-12 12:24:16
skomentuj (11)