RSS
 

„Daleko jeszcze?” czyli jak sprawić, by podróż się nie dłużyła

21 sie

Jeszcze dobrze nie wyjedziemy, a tu bam! „Daleko jeszcze?” Co robić, żeby to pytanie nie wracało co trzy minuty?

Polecam kilka naszych sprawdzonych sposobów. Kiedyś było wśród nich śpiewanie przedszkolnych piosenek, ale chłopcy chodzili do dwóch różnych przedszkoli i subtelne różnice między wersjami, niejednokrotnie były przyczyną dzikiej awantury.

Ale zdziwienie, kiedy zaczynałam śpiewać z nimi „To ty mamo znasz tę piosenkę?! Skąd?!” – było bezcenne.

Zapraszam do lektury.

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii rodzina

 

Dziecięca kreatywność nie zna granic

18 sie

To wiedzą chyba wszyscy rodzice. Zapraszam serdecznie do lektury mojego artykułu.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii rodzina

 

Nasze Bieszczady 2014

13 sie

Wróciliśmy z rodzinnych wakacji. To pierwszy z naszych kilkudniowych wyjazdów w pełnym składzie, z którego wróciłam… no nie, nie wypoczęta, bez przesady, ale zadowolona i w dobrym humorze.

Jasne, że leciałam na twarz i nogi mi się plątały po kilku godzinach jazdy, ale nastrój – bezcenny. I tak się zastanawiam cały czas, co te kilka dni w Bieszczadach miało w sobie takiego?

Przede wszystkim nie spodziewałam się niczego i nie nastawiałam na nic. Żadnych konkretnych planów, żadnego harmonogramu, żadnych oczekiwań. Najgorsze bowiem to przeżuwać gorycz rozczarowania – miało być tak pięknie, miałam takie plany, a tu wszystko nie tak. Teraz założyłam, że to nie żadne wczasy, tylko codzienna, dobrze mi znana orka rodzinna, że dzieci jak zwykle dadzą w pióra, a Mąż jak zwykle będzie połowicznie w pracy. Bóg da, że chociaż okoliczności przyrody będą piękne i jedzenie dobre.

I dał, i dał!!!

Dał nawet więcej. Książkę do walizki włożyłam z lekkim wahaniem, że w sumie po co, gdzie ja tam czas na czytanie znajdę. Tymczasem przeczytałam od deski do deski „Dziewczyny z Powstania” i jeszcze znaleziony w chacie kryminał „Dlaczego nie Evans?” Christie. Aż żałowałam, że robótki szydełkowej nie wzięłam albo przynajmniej kilku zaległych gazet (kupuję, składam na kupkę i po kilku miesiącach ledwo przejrzane wydaję z domu).

Wojtek był cudowny, spał jak anioł, z zaciekawieniem przygladał się światu, oczarował wszystkich uśmiechem, pogodą ducha i spokojem. Piotrek i Michał od razu zaprzyjaźnili się z gospodarzami, gośćmi oraz świnkami wietnamskimi. Grali w piłkę, karmili świnie, do nocy biegali po deszczu, po rosie i nawet kataru nie złapali. Mąż grał z nimi w piłkę, w karty, łowili razem pstrągi. Czas płynął leniwie w doskonałej ciszy, której tak bardzo potrzebowałam. W sobotę słońce grzało rozkosznie, koguty piały, drewaniana chata pachniała cudownie dzieciństwem u Babci w Haczowie. Nawet kładka nad rowem była taka sama, jak ta, po której chodziłam 30 lat temu, lekko omszała, zrobiona z przeciętej wzdłuż kłody.

Ten urlop był mi bardzo potrzebny. Przed wyjazdem byłam już tak skonana, że płakałam ze zmęczenia. To znaczy normalnie żadnych sentymentów, alleluja i do przodu, ja wszak nie z tych użalających się nad sobą, ale jeśli tylko ktoś westchnął współczująco, że ojej, ja to muszę być zmęczona, to od razu łzy zaczynały mi lecieć ciurkiem i wpadałam w lekkie spazmy. Trzy dni po powrocie znowu chce mi się płakać ze zmęczenia, kręgosłup mnie boli od noszenia Wojtusia, Piotruś i Michaś pobili się dziś o korek do zlewu i ja też wybuchłam, ale co tylko spojrzę na zdjęcia z wyjazdu, to oddycham głębiej i od razu mi lepiej.

Carpe diem!

chmiel chmiel_cerkiew

san

czterej

czytanie

kieckamilosnicy

wojtus_dziubek

poczta

malwa

skansen

skansen1

skansen2

skansen3

skansen4

solina

solina1

wojtus_zubry

zolty
wojtus_sanok

 

 
Komentarze (23)

Napisane w kategorii rodzina

 

Zabawki – jedenasta plaga egipska

31 lip

Zdaniem rodziców dzieci mają ich za dużo i bawią się nimi za krótko. Zdaniem dzieci wszystkie są stare i nudne, a godne uwagi są tylko te, których nie mają.

Polecam Państwa uwadze mój artykuł o zabawkach.

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii rodzina

 

Jak skutecznie zniechęcić do jedzenia czekoladek

30 lip

Zgodnie ze swoim zwyczajem Ciocia Dziunia podzieliła się z nami czekoladkami, które dostała. Jedne były z alkoholem, drugie nie.

Te bez alkoholu były podpisane „Dla dzieci” i zniknęły, nim ktokolwiek doczytał podpis. Te drugie, z advocatem, zostały opatrzone taką karteczką jak na zdjęciu. I leżą takie opuszczone już kolejny dzień, nikt w domu ich nawet kijem nie tyka.

czekoladki

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii rodzina

 

Pierwsze słowo twojego dziecka

29 lip

Na jakim etapie jesteście jako rodzice? Notujecie skrupulatnie każde nowe słowo, które wychodzi z ust potomka, czy błagacie o chwilę niemówienia?

Zapraszam do lektury mojego tekstu w Onecie.

Ps. Dzięki naszej strategii rozwoju rodziny mam jedno i drugie w tym samym czasie. W związku z tym czuję się nieco schizofrenicznie :-)

 
Komentarze (14)

Napisane w kategorii rodzina

 

O moim najmłodszym siostrzeńcu i o kangurowaniu po tarnowsku

25 lip

22 lipca Wojtuś stracił status najmłodszego w rodzinie po kądzieli. Moja najmłodsza siostra Małgosia urodziła Kubusia (fanfary! owacje! gratulacje!).

Kubuś napędził nam wszystkim niezłego stracha, bo wybrał się na ten najlepszy ze światów 6 tygodni przed terminem. Szczęśliwie wszystko jest dobrze, chłopczyk jest malutki ale zdrowy. Genów nie wydłubiesz: ten sam numer zrobił jego tatuś trzydzieści trzy lata temu. Wyrósł na dorodnego młodzieńca, więc i Kubuś nadrobi.

Obecnie Małgosia dochodzi do siebie po cesarce. Z opieki i warunków jest zadowolona. Personel życzliwy, przemiła doradczyni laktacyjna jest na oddziale co drugi dzień. Tarnowski szpital wygląda jak prywatna klinika: odpicowany, oferuje pacjentkom dwuosobowe pokoje z łazienkami i łóżkami na pilota (moje niespełnione marzenie po każdym porodzie!).

Kubuś, jak to wcześniak, leży w inkubatorze. Pod wpływem moich delikatnych nacisków oraz lektury podsuwanych jej artykułów Małgosia poprosiła o możliwość kangurowania synka. Już po dwóch dniach (!!!) dostała na to zgodę. Mąż zawiózł ją na wózku do sali z noworodkami, położna wyjęła Kubusia z akwarium, odpięła mu wszystkie kable i kabelki, ubrała, owinęła w rożek, związała i podała młodej mamie, zalecając przystawienie do piersi.

Małgosia przystawiła. Synuś akurat spał, więc raczej obwąchał i polizał, niż possał. Porozczulali się przez chwilę i w końcu Małgosia zapytała:

- A kiedy będę mogła go pokangurować?
- No właśnie pani kanguruje! – odparła zdziwiona położna.

Tak właśnie wygląda kangurowanie po tarnowsku. Nie wiem, czy śmiać się, czy płakać.

 
Komentarze (23)

Napisane w kategorii rodzina

 
 

  • RSS

Polecamy

Nie masz jeszcze bloga? Załóż bloga

Polecamy